null

Koronawirus zamyka wolskie szkoły

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Nauczycielka siedząca samotnie w sali lekcyjnej prowadząca zajęcia online
SP 388 | Autor: T.K.

Szybko rozpowszechniający się Omikron coraz bardziej daje się we znaki placówkom oświatowym na Woli. W związku z nową falą zachorowań w poniedziałek 24 stycznia w dzielnicy zawieszono działanie prawie 30 proc. grup. W trybie zdalnym lub mieszanym pracuje już 50 z 68 wolskich placówek edukacyjnych.

Jeszcze tydzień temu, w poniedziałek na Woli w placówkach oświatowych, zawieszone było mniej niż 10 proc. grup w szkołach i przedszkolach. Jednak kolejny tydzień przyniósł bardzo duże zmiany i dziś zawieszonych jest 296 z 1016 oddziałów.

Obecnie na Woli sanepid zawiesił pracę w przynajmniej jednym oddziale w 50 placówkach oświatowych z 68 – mówi Krzysztof Strzałkowski, burmistrz Woli.

Od dwóch tygodni liczby te zwiększają się z dnia na dzień, a mimo to w dalszym ciągu brakuje rządowych rozwiązań tej sytuacji.

Minister edukacji chętnie bierze udział w rozmowach twitterowych, pouczając młodzież na różne tematy. Szkoda, że z równą gorliwością nie potrafi zająć się palącym problemem zawieszania pracy w szkołach i stworzeniem nie tyle precyzyjnych, co jakichkolwiek rozwiązań tej sytuacji – dodaje burmistrz Woli. 

Na Mazowszu do zimowej przerwy pozostało kilka dnia i do tego okresu placówki miały funkcjonować, jednak w ostatniej chwili Ministerstwo wprowadziło nauczanie zdalne od czwartku. Co dalej nie wiadomo. Dyrektorzy i nauczyciele pozbawieni rządowych rozwiązań, będą musieli organizować zajęcia tak jak potrafią. Brakuje chociażby systemowego testowania nauczycieli i uczniów.

Testy są w samej Warszawie dostępne, ale de facto, jeżeli ktoś się na niego zapisze nawet po lekcjach, to za dany dzień dostaje już 80 proc. wynagrodzenia i wcześniej lekcji tak naprawdę też nie powinien prowadzić. Następnego dnia taki nauczyciel też nie może się już pojawić w ogóle w pracy, bo znajdzie się na kwarantannie, nawet jeśli wynik negatywny przyjdzie przed zajęciami – mówi Strzałkowski.

Łatwo sobie wyobrazić chaos, który by powstał, gdyby nauczyciele przy takim systemie masowo i regularnie zaczęli się testować. Każdy zostałby wyłączony z pracy na dwa dni, nawet gdyby okazało się, że jest zdrowy.

Co wtedy z uczniami, skąd brać zastępstwa i jak rodzice, czy jak woli minister Czarnek mama i tata, mieliby zapewnić im opiekę, kiedy sami pracują – pyta burmistrz Strzałkowski.

Na razie pytania te pozostają nierozwiązywalne.

Wykres przedstawiający systematycznie zwiększającą się liczbą zamykanych oddziałów w placówkach oświatowych w związku z Omikronem